Podziel sie!

Fotolia 121972272_SMoja przygoda ze sportem raczej nadaje się do opisu z cyklu "tragedie życiowe Danuty." Wszechobecna moda na deskę dopadła i mnie. Jakie efekty?

Zanim przeczytacie o desce. Kila słów wstępu...

Moja przygoda ze sportem zaczęła się jeszcze w przedszkolu. To był szaleńczy zjazd na sankach. Bez ocen sędziowskich i bez pomiaru czasu. Nie był to olimpijski tor saneczkowy ani nawet wyścigi osiedlowe.  Zakończony został rozwalonym nosem i krwotokiem. Ta trauma jednak nie powstrzymała mnie przed kolejną próbą. Drugie podejście saneczkowe odbyło się w parze z koleżanką. Nie uwierzycie, ale zakończyło się na drzewie. Stwierdziłam, że nie zostanę znaną bobsleistką, ale spróbuję szczęścia w innych dyscyplinach. Przerzuciłam się na narty, ale przygoda długo nie trwała, bo w czasach mojego dzieciństwa narty były z ZSRR lub RFN, a ich technologia pozostawiała wiele do życzenia. Pierwszy zjazd i... pierwsza narta złamana. Jak mawiają "złej baletnicy...". Ogólnie należę do istot nadpobudliwych ruchowo, ale nie przekładało się na efekty podczas zajęć WF-u w szkole. Traumatyczne wrażenia z zajęć korekcyjnych skutkują do dziś skoliozą z czymś tam jeszcze, o czym wolę nie wiedzieć.

Przygód ciąg dalszy

Lekcje pływania kończyły się wiecznym zapaleniem pęcherza i innymi animozjami. Pływać do dziś nie potrafię, choć czynię postępy (potrafię już umyć twarz pod bieżącą wodą). Po lekcjach na basenie pojawiła się iskra nadziei - przyszła moda na aerobic!!! Szaleństwo lat 90-tych, dr Alban i rytmiczne ruchy wykonywane w rytm słów: "jeszcze 10!" Zgłosiłam się nawet na ochotnika na prowadzenie lekcji, ale skończyło się wezwaniem pogotowia ze względu na zbyt wysokie tętno. Bieganie... - lepiej nie pytajcie, ale jak dobiegłam w ogóle do mety cało, to uważane było za szkolny cud. Pojawiła się pasja do tańca - balet, towarzyski i ludowy. Tu zapał szedł w parze z koordynacją i umiejętnościami. Jednak mimo dobrych rokowań na światowej scenie, kariera legła w gruzach wraz z zapaleniem stawów. Potem nastąpiła długa przerwa od lekcji WF i innych pozalekcyjnych sportowych wariacji. Po kilku latach znów powróciły magiczne lekcje w sali sportowej lub w razie aury na boisku - z widownią. Pierwszy mecz piłki ręcznej. Polubiłam ten sport, do momentu gdy trafiłam pierwszego w życiu gola. Szaleństwo jednak nie trwało długo, gdyż okazało się, że to był samobój... No cóż. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że w meczu padły tylko dwa gole i oba były samobójcze, a tylko jeden należał do mnie.

Z racji wzrostu nauczyciele upatrywali szanse w koszykówce, jednak poziom agresji, jaki ten sport we mnie wzbudzał był tak duży, że mogłam być jedynie obserwatorem. Za to siatkówka okazała się pasją przez kilka lat.

Nuda i słomiany zapał

W liceum pokutowało zwolnienie z lekcji WF. Pojawiła się zadyszka i tzw. cherlactwo pospolite. I tak właściwie trwa po dziś dzień. Próbowałam siłowni, bieżni, joggingu i różnych zajęć. Ewenementem był rower, bo jak się okazało mam problem z jazdą na rowerze po 20. latach. Ważna informacja: jest coś co mi wychodzi! Leżenie na macie :) A tak serio taniec, hula-hop i joga dla początkujących dają radę.Ostatnio wzięłam się za wszechobecną deskę.

Deska to super ćwiczenie!

Wszędzie słyszę deska jest super, deska przynosi efekty, deska nie wymaga dużego wysiłku, a efekty są super. Gdy zobaczyłam kolejny materiał o desce w sieci, postanowiłam zgłębić tajniki wiedzy i zabrać się do ćwiczeń. Deska to ćwiczenie izometryczne, podczas którego napinamy mięśnie, ale nie ruszamy nimi (nasza twarz nie przypomina uśmiechniętej Pani na zdjęciu powyżej). Takie statyczne napięcie angażuje głębokie mięśnie brzucha, których zwykle nie ćwiczy się podczas standardowych brzuszków i innych fikołków. Deska wzmacnia mięśnie brzucha, ale też rzeźbi mięśnie pleców, ramion, kształtuje biodra. Jedyna zasada - napnij mięśnie całego ciała, starając się utrzymać ciało w jednej linii, nie obniżając bioder ani kolan. Trzeba trzymać pośladki w jednej linii z plecami. Wytrzymaj ile możesz, optymalnie - minutę. Przeczytałam, zobaczyłam, zabieram się do ćwiczeń...

Minutę?

Jaką muinutę!!! 15 sekund to już jest poziom hard level! Oszaleli Ci ludzie w sieci? Czytam jeszcz raz i patrzę na obrazki, bo myślę, że coś przeoczyłam (np. gruby kocyk lub kołderkę zawartą między ciałem a podłożem) Niestety... nic nie przeoczyłam. Wszystko się zgadza. Jedyna różnica jest taka, że niektórzy mówią o 3 minutach!!! To jakiś kosmos, ale trzymajcie kciuki. Trenuję tydzień i wytrzymuję 40 sekund. Może w końcu sen o minucie się ziści. Proszę trzymać kciuki, bo bardzo lubię czekoladę z orzechami laskowymi!

A tak btw najlepszym przyjacielem kobiety jest deska... serów :)

Danuta Studencka

O Nas

Historia każdej wielkiej marki zawsze rozpoczyna się od niepowtarzalnej idei. Sam pomysł to jednak za mało! Potrzeba nadać mu właściwy tor, by marzenia stały się rzeczywistością. Świat mediów i PR-u jest...

Przeczytaj Też

PayU, lider płatności internetowych w Polsce, uruchomił nowe narzędzie do...
Najnowsza kolekcja Pumy zachwyca kolorem i funkcjonalnością. Obejrzyj...
Reebok Classics prezentuje długo oczekiwaną kampanię REETHYM OF...
Rozmiar: + -

Salony Urody i SPA

Stylowe miejsce z nastrojowym wnętrzem, profesjonalnymi stylistami, w którym odmienisz swój wizerunek na lepsze.

Salony Mody

Dobrze dobrany stanik to podstawa pięknego wyglądu i zdrowia. Tu możesz skorzystać z porady profesjonalnych brafitterek. Szeroki wybór rozmiarów sprawi, że znajdziesz coś odpowiedniego na swój biust.

Twój Sklep

Wyjątkowa kwiaciarnia artystyczna, w której kupisz nie tylko wspaniałe kwiaty, ale też ciekawe i wyjątkowe prezenty. Spotkasz tu mistrzynię florystki, która nie tylko świetnie komponuje kwiaty, ale jest...